Biłgorajskie Stowarzyszenie Kulturalne im. Izaaka Baszewisa Singera

Aktualności

Rocznica Zagłady Żydów z Józefowa.

2009-07-06

JÓZEFÓW – UROCZYSTOŚCI ZWIĄZANE Z UPAMIĘTNIENIEM ROCZNICY ZAGŁADY ŻYDÓW.

W dniu 13 lipca 1942 r. 101 Batalion Policji niemieckiej dokonał w podjózefowskich lasach masowej egzekucji, mordując w ciągu jednego dnia około 1500 Żydów mieszkających wtedy w Józefowie. W ramach likwidacji żydowskiego Józefowa, jego mieszkańców mordowano wtedy także na ulicach i w domach. Pamiętna egzekucja, dokonana na Winiarczykowej Górze opisana została w dwóch wstrząsających publikacjach książkowych, z których jedna doczekała się nawet tłumaczenia na język polski. Pierwszym autorem, który opisał rzeź w Józefowie był Christopher R. Browning z USA. Jest on autorem głośnej na Zachodzie Europy książki pt. "Ordinary Men. Reserve Police Battalion 101 and the Final Solution in Poland". Książka ta, wydana po raz pierwszy w 1988 r., doczekała się już kilku wydań po angielsku i niemiecku. Znaleźć w niej można nie tylko informacje dotyczące Józefowa, ale także innych miejscowości na Lubelszczyźnie, gdzie działał wspomniany batalion. Jest ona o tyle interesująca, że zagładę Żydów poznajemy w niej nie na podstawie relacji ofiar, ale oprawców. Podstawą źródłową są bowiem zeznania niemieckich policjantów, którzy dokonywali egzekucji na Żydach. Fragmenty tej książki w tłumaczeniu polskim możemy znaleźć w mocno dyskusyjnej książce Daniela Jonaha Goldhagena pt. "Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust", Warszawa 1999.  
Oto przebieg wydarzeń.
Kiedy nadszedł świt, Niemcy zaczęli gromadzić Żydów z getta w Józefowie. Przeczesywali getto małymi grupkami, najczęściej po dwóch, po trzech, wyciągając Żydów z domów. Ludzie z trzeciej kompanii, podobnie jak wszyscy inni, otrzymali bezpośrednio od dowódcy kompanii te same instrukcje, by "w czasie ewakuacji rozstrzeliwać na miejscu starców, chorych, niemowlęta, małe dzieci i wszystkich Żydów, którzy stawiali opór". Niemcy zachowywali się niezmiernie brutalnie, wypełniając z nawiązką rozkazy, nie bawiąc się w transportowanie wielu ludzi do punktu zbornego na rynku, lecz rozstrzeliwując ich na miejscu. Widziałem trupy chyba sześciu Żydów, których moi koledzy zastrzelili, zgodnie, tam gdzie ich znaleźli. Między innymi widziałem kobietę, która leżała zabita w łóżku". Kiedy Niemcy skończyli swoją robotę, zwłoki Żydów poniewierały się po całym getcie. Jak określił to jeden z policjantów, "leżały wszędzie. Przed domami, na progach, na ulicach, aż do rynku". Członek trzeciej kompanii tak opisuje to dzieło: "Wiem także, że rozkaz został wykonany, gdyż idąc przez dzielnicę żydowską w czasie ewakuacji, widziałem martwych starych ludzi i niemowlęta. Wiem także, że podczas ewakuacji, żołnierze przeczesujący tę dzielnicę zabili wszystkich pacjentów żydowskiego szpitala." (D.J., Goldhagen, Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, Warszawa 1999, s. 199). Nie wiadomo, jak wielu ludzi zginęło wtedy we własnych domach i na ulicach.      Z pewnością były ich dziesiątki. Niestety, zdarzało się także, że znaleźli się w Józefowie Polacy, którzy wskazywali hitlerowcom ukrywających się Żydów, ale byli też i tacy, którzy Żydów ostrzegali przed niebezpieczeństwem, co umożliwiło niektórym ucieczkę przed egzekucją. Wspominali o tych przypadkach D.J., Goldhagen oraz T. Richmond. W czasie wypędzania Żydów na rynek, w swoim własnym łóżku został zastrzelony ostatni rabin Konina, Jakub Lipszyc (T. Richmond, op. cit., s. 354.) Jego ojciec, Hillel Arie Lipszyc, pół wieku wcześniej piastował urząd rabina w Lublinie. Wypędzonych    z domów Żydów zebrano na rynku, a oficerowie niemieccy byli niezadowoleni z faktu, że cała operacja trwała zbyt długo. Była to jednak pierwsza "akcja" 101 batalionu policji, więc hitlerowcy dopiero mieli nabrać wprawy. Po wstępnej selekcji, gdzie z grupy blisko 2000 ludzi zgromadzonych na rynku, wybrano około 400 osób zdolnych do pracy (przeważnie mężczyzn). Następnie ciężarówkami wysłano ich do obozu w Lublinie - prawdopodobnie na Majdanek. Dopiero po selekcji zaczęła się zasadnicza faza egzekucji. Najpierw batalionowy lekarz, dr Schoenfelder udzielił instrukcji, w które miejsce należy celować,    by jak najszybciej zabić człowieka. Następnie Żydów ładowano grupami na ciężarówki i wywożono na obrzeża Józefowa do lasu. Egzekucja odbywała się po obydwu stronach drogi prowadzącej do Aleksandrowa i dalej do Biłgoraja, około 1,5-2 km. od Józefowa. Każdy z Niemców miał sobie wybrać ofiarę i wprowadzał ją do lasu. Odwołajmy się po raz kolejny do Goldhagena: Sama kaźń była przerażającym doświadczeniem. Po spacerze przez las każdy z Niemców musiał przystawić pistolet do potylicy klęczącej teraz na ziemi ofiary, która jeszcze przed chwilą szła obok niego, pociągnąć za spust i patrzeć, jak ofiarą, czasami małą dziewczynką, wstrząsają konwulsje, by za chwilę zastygnąć w bezruchu. Niemcy musieli uodpornić się na krzyki ofiar, na płacz kobiet i pisk dzieci. Stojąc tak blisko mordowanych, często byli spryskiwani ich krwią. Jak opowiadał jeden z nich, "dodatkowy strzał uderzył w czaszkę z taką siłą, że oderwana została cała jej tylna część, a krew, kawałki kości i strzępy mózgu opryskiwały strzelających." Sierżant Anton Bentheim utrzymuje, że nie był to epizod, ale raczej zjawisko stałe: "Ludzie z oddziałów egzekucyjnych byli stale poplamieni krwią, kawałkami kości i mózgu. Przylgnęły do ich mundurów." (D.J., Goldhagen, op. cit., s. 202). Godlhagen przytacza zeznanie jednego z niemieckich policjantów, który uczestniczył w tej makabrycznej egzekucji: Żydów tych przyprowadzono do lasu z polecenia sierżanta Steinmetza. My szliśmy z Żydami. Po przejściu dwustu metrów Steinmetz zarządził, by Żydzi położyli się rzędem obok siebie na ziemi. Chciałbym wspomnieć teraz, że były tam jedynie kobiety i dzieci. Dzieci miały mniej więcej po dwanaście lat... Musiałem zastrzelić starą, ponad sześćdziesięcioletnią kobietę. Pamiętam, jak powiedziała mi coś o tym, bym zrobił to szybko... Obok mnie był policjant Koch... Musiał zastrzelić małego chłopca w wieku około dwunastu lat. Powiedziano nam wyraźnie, by trzymać lufę pistoletu dwadzieścia centymetrów od głowy. Najwyraźniej Koch tak nie zrobił, gdyż zanim opuściliśmy miejsce egzekucji, inni koledzy śmiali się ze mnie, ponieważ kawałki mózgu dziecka zabrudziły mi rękaw                 i nadal tam były. Kiedy zapytałem, dlaczego się śmieje, Koch odparł, wskazując na mózg na moim rękawie: "To mózg mojego Żydka". Mówił to z wyraźną dumą... (D.J., Goldhagen, op. cit., s. 203.)  
 
Biłgorajskie Stowarzyszenie Kulturalne im. I. B. Singera zorganizowało obchody tej rocznicy. Ze strony stowarzyszenia byli obecni prezes zarządu stowarzyszenia prof. Paweł Śpiewak, członek zarządu Artur Bara oraz członek stowarzyszenia Krzysztof Szewd. Samorząd reprezentowali Burmistrz Roman Dziura, Zastępca Burmistrza Ireneusz Wilczyński, Przewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Jerzy Lefanowicz, dyrektor Liceum Stanisław Kowalczyk, odznaczona nagroda im. Mikulskich Gabriela Gorzandt oraz mieszkańcy miasta                i gminy. Specjalnym gościem był Rabin Galicji Edgar Glock.
Pierwsza część uroczystości odbyła się pod pomnikiem, gdzie okolicznościowe przemówienie wygłosił Rabin, Burmistrz Józefowa         oraz prof. Paweł Śpiewak. Pod pomnikiem modlił się Rabin Glock. Zgromadzeni złożyli kwiaty i zapalili znicze. Następnie zebrani udali się w miejsce masowych mordów. Rabin Glock położył żydowskim zwyczajem kamień, przywieziony przez Artura Bara z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. Kolejnym etapem była wizyta w Józefowskiej Synagodze oraz na cmentarzu żydowskim. Zebrani zadeklarowali,   że uroczystość przyjmie cykliczny, doroczny charakter.
 

"Księgi Pamięci" - co to takiego ?

2009-06-23

Stowarzyszenie Singerowskie jest w trakcie wydawania "Ksiegi Pamięci Żydów Biłgorajskich.

Co zawieraja takie księgi poczytasz poniżej.

Wydawnictwo UMCS opublikowało właśnie najobszerniejszą na świecie antologię żydowskich ksiąg pamięci. Jej promocja odbędzie się w środę w Ośrodku Brama Grodzka-Teatr NN. Księgi pamięci to powstające po Holokauście opowieści o żydowskich mieszkańcach przedwojennych miast i miasteczek Europy Wschodniej. Pisane nie przez historyków, ale Żydów, którzy przeżyli wojnę, a potem - rozsiani po świecie - wspominali sztetle, w których przyszli na świat.

    Prof. Monika Adamczyk-Garbowska, dr Adam Kopciowski i prof. Andrzej Trzciński z zakładu kultury i historii Żydów UMCS w wydanej właśnie książce "Tam był kiedyś mój dom..." zebrali fragmenty około osiemdziesięciu ksiąg. Tłumaczyli je z hebrajskiego, jidysz, a czasami także z angielskiego. To pierwsza taka antologia w Polsce, a druga na świecie. - Ksiąg pamięci powstało ponad 700, więc wybór jest ogromny. Na przykład księga Zamościa ma ponad 1000 stron, a Słonimia około 2000 - mówi prof. Monika Adamczyk-Garbowska.

    Księgi pamięci były przede wszystkim pisane po to, aby upamiętnić Żydów zamordowanych w trakcie II wojny światowej. Autorzy z imienia i nazwiska wymieniają nie tylko najbardziej poważanych mieszkańców miasteczek, ale też ubogich szewców, nosiwodów i żebraków. Bardzo często twórcy plastycznych portretów zaznaczają, że osobiście znali te osoby, albo brali udział w wydarzeniach, o których opowiadają.

    Szczególnie fascynująca jest galeria - przedstawianych z sympatią - miejscowych dziwaków m.in. z Chełma i Łomży. Jest tam Szmuli, któremu myliły się litery, więc modlitwę poranną odmawiał aż do wieczora. Pesymista Awrumil, który nawet do dzieci mówił "proszę pana" i wstydził się poprosić przechodniów o całego papierosa. A kiedy raz takiego dostał - zmienił swoje nastawienie do życia i stał się optymistą. Boruch Zelik, uwielbiał patrzeć na ludzi rąbiących drewno, a szalony Nechumke Pietruszka o "łagodnej duszy" jak nikt inny kochał muzykę, więc w trakcie występów miejscowej orkiestry stawał obok kapelmistrza i naśladował jego gesty. Po koncercie uradowany odprowadzał muzyków do koszar.

Jak Motke Złodziej stał się sławny

    W księgach, szczególnie we fragmentach dotyczących czasów sprzed Holokaustu, nie brakuje historii opowiadanych z humorem i dystansem. Im więcej lat mija od końca wojny, tym łatwiej idealizować przeszłość. Historie tworzenia się syjonistycznych organizacji na prowincji są tak samo ważne jak legendy rodem z ludowego folkloru - o dybuku, czy cudach czynionych przez cadyków.

    W pamięć zapada historia Żydów z Kutna, których Szalom Asz, pisarz tworzący w jidysz, unieśmiertelnił w swoich utworach. Ludzie ci wcale nie czuli się z tego powodu szczęśliwi. Abraham Lustigman w księdze pamięci Kutna z 1968 roku pisze: "Wiele razy jacyś chłopcy z ferajny chcieli całą zgrają wygarbować pisarzowi skórę, ale (...) za każdym razem któryś z osiłków stawał po jego stronie". Zły na Asza za to, że został "wpakowany do jego książek" był na przykład krewki woźnica Berel Mocny Wojtek. Autor zaznacza jednocześnie ważny szczegół, że Berel miał autorytet wśród innych furmanów, bo znał na pamięć kilka cytatów z Tory.

    Niepocieszony z powodu niespodziewanego awansu do literatury był także niejaki Motke Złodziej. Ale kiedy do Kutna przyjechał teatr ze sztuką Asza pod tytułem "Motke Złodziej", Motke i jego żona dali się przebłagać i oglądali przedstawienie w pierwszym rzędzie.

    Autorzy ksiąg pamięci dumni są z Żydów, którzy po latach stali się sławni i chętnie przypominają, skąd te osoby pochodzą. Na przykład Róża Luksemburg z Zamościa. Koleżanki w szkole nadały jej przezwisko "Globus", bo była najlepszą uczennicą w szkole. Warto zatrzymać się przy fragmencie księgi pamięci, w której czytamy o młodości pochodzącego z Lubelszczyzny Szmula Zygielbojma. Idealisty, który pisał listy do szuflady, a jednocześnie intensywnie działał w bundzie. Przeszedł do historii, bo w Londynie popełnił samobójstwo, protestując przeciw bezczynności aliantów wobec ludobójstwa Żydów.

    Największą wartością ksiąg pamięci jest jednak to, że unieśmiertelniają anonimowych bohaterów, o których czynach wiedzieli wcześniej nieliczni. Taką nietuzinkową postacią był Pejsach Altmann, piekarz z Rawy Ruskiej. W 1919 roku w czasie wojny polsko-ukraińskiej ukrył w swoim domu zagrożonego polskiego oficera. "Kiedy Ukraińcy weszli do piekarni i znaleźli tam świeże szabasowe chały, zupełnie zapomnieli, po co przyszli, nabrali naręcza chał, pchnęli drzwi i odeszli" - pisze Jechiel Kesl. W nagrodę za ten akt odwagi Altmann został odznaczony przez polskie władze Krzyżem Niepodległości Polski.

Sztuczka braci z Kazimierza Dolnego

    Autorzy "Tam był kiedyś mój dom..." we wstępie do antologii piszą, że najwięcej zachowanych ksiąg pamięci dotyczy miejscowości z województwa lubelskiego w jego granicach z początku 1939 roku. To aż 70 tytułów. W księdze o Kazimierzu Dolnym możemy przeczytać historię dwóch braci bliźniaków nie tylko podobnych do siebie jak dwie krople wody, ale nawet tak samo się ubierających. Efraim i Menasze Seidenbeutelowie byli malarzami i autorami sztuczki pokazywanej w trakcie balów artystów odbywających się w ruinach kazimierskiego zamku. Jeden z nich chował się w skrzyni w rogu dziedzińca, żeby po sekundzie wyskoczyć ze schowka stojącego w innym miejscu. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że w zabawie biorą udział dwie osoby.

    W antologii znajdziemy nieliczne fragmenty dwóch ksiąg pamięci Lublina. Ciekawy jest epizod dotyczący "Lubliner Tugblat" (Lubelskiego Dziennika) popularnej codziennej gazety w jidysz wychodzącej od 1917 do 1939 roku. Gazeta miała cztery strony wydania codziennego, a przed szabatem osiem. Zyski ze sprzedaży dziennika były niewielkie, bo jeden egzemplarz przeglądała często cała kamienica, ale czytelnicy chętnie kontaktowali się z redakcją w różnych sprawach . "Było nawet wiele przypadków, że człowiek, który coś przeskrobał, przychodził sam do redakcji, prosić, aby o tym nie pisać. "Rozumiem, że na pewno się dowiecie." - wspomina Mosze Roszgold w księdze pamięci Lublina z 1952 roku.

Antysemityzm, pogromy i Zagłada

    W księgach nie brakuje opowieści o polskim antysemityzmie i pogromach. Jedna z najstarszych historii wydarzyła się w 1710 roku. Żydzi z Sandomierza m.in. przez miejscowego księdza zostali oskarżeni o mord rytualny. Proces na początku toczył się w lubelskim Trybunale Koronnym. "Król i jego ministrowie wstawili się za skazanymi Żydami, ale ksiądz miał większe wpływy" - pisze autor kroniki. Dodaje, że w trakcie procesu pięciu Żydów "zadręczono na śmierć".

    Antysemickie incydenty powtarzają się co jakiś czas, chociaż nie zawsze dochodziło do rozlewu krwi. Anana Polak-Pas, która przed wojną mieszkała w Zakopanem, zapamiętała, że nad wejściem do willi doktora Chałubińskiego przez lata wisiał napis "Żydom wstęp wzbroniony".

    Ogromne wrażenie robią relacje z tego, co z Żydami działo się w trakcie II wojny światowej. W antologii znajdziemy, m.in. opowieści o powstaniu w Sobiborze. Ale też o polskim arystokracie, który w czasie okupacji pomógł wyjechać z Polski do Stanów, a potem Jerozolimy cadykowi z Góry Kalwarii, czy o Stanisławie Sobczaku z Frampola, który w swojej stodole w czasie wojny przechowywał dwunastu Żydów. Sobczak pisze w liście, że tuż przed końcem okupacji dowiedzieli się o tym polscy partyzanci, przyszli do jego domu i dotkliwie go pobili. Tłumaczyli, że to kara za przechowywanie Żydów.

    - Zastanawiamy się, jaka może być recepcja naszej antologii. Czy wszystkim spodoba się to, że na przykład autor księgi pamięci o Biłgoraju na początku pisze, że było to żydowskie miasto? - mówi prof. Monika Adamczyk-Garbowska. I dodaje: - Naszym marzeniem byłoby, żeby dzisiaj Polacy wydawali u siebie żydowskie księgi pamięci swoich miast i miasteczek.

Podsumowując warto podkreślić, że księgi pamięci, pisane czasami kilkadziesiąt lat po wojnie, przede wszystkim są świadectwem wszechogarniającej pustki, jaka powstała po śmierci polskich Żydów. "Nie ma bożnicy, nie ma szkoły, nie ma biblioteki. Pozostał jedynie cmentarz , jeden z najstarszych żydowskich cmentarzy w Polsce. Ale nikt o niego nie dba i macewy także znikają. Jedyną macewą jest nasza książka w której wydrukowano te słowa" - tak pisze o tym Josef Jeremiasz z Nadarzyna.


Tak jak malował pan Chagall

    Wszystkie księgi pamięci są bogato ilustrowane, głównie rodzinnymi zdjęciami, które udało się ocalić z wojennej pożogi. - W naszej antologii zamieszczamy 153 ilustracje, większość z nich to reprodukcje z ksiąg. Mieliśmy z czego wybierać, bo na przykład księga białostocka miała 1200 ilustracji - opowiada Andrzej Trzciński.

    W księgach publikowane są także symboliczne grafiki m.in. z motywem macewy, czy płonących świec. Niektóre z nich były zamawiane u znanych artystów. - Zdarzały się nawet ilustracje Marca Chagalla - mówi Trzciński.

    Charakterystyczne dla tych publikacji są także ilustrowane nekrologii pomordowanych Żydów oraz rysowane odręcznie, najczęściej z pamięci, szczegółowe plany przedwojennych miasteczek. Na ogół przygotowywane przez więcej niż jedną osobę. Żydzi zaznaczają na planach, kto mieszkał w każdym z domów, gdzie była synagoga, mykwa, cheder.

    To nie wszystko. Zdarzają się reprodukcje obrazów, stron z miejscowych gazet i zdjęcia budynków. - Niektóre z ksiąg były wydawane profesjonalnie, na przykład na kredowym papierze, ale inne jakością przypominają druki wychodzące w Polsce w drugim obiegu. Zależało nam na jakości wszystkich reprodukcji w antologii, dlatego chcieliśmy sfotografować osiemnastowieczny obraz z katedry sandomierskiej Karola de Prevot. [Na kontrowersyjnym obrazie widać dziecko chrześcijańskie rzekomo męczone przez Żydów w beczce wyłożonej od wewnątrz kolcami ms.] Płótno nadal wisi w kościele, ale jest zasłonięte. Księża nie zgodził się, żebyśmy sfotografowali obraz - zdradza Trzciński.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

 

Biłgorajanie budują ławeczkę Singera.

2009-04-24

Informacje na temat inicjatywy znajda Państwo na zakładce "Ławeczka Singera".

Nowe pozycje w dziale "Galeria".

2009-04-24

W dziale "Galeria" umieściliśmy fotografie z cmentarza Holon (Izrael). Stowarzyszenie Żydów Biłgorajskich jak co roku pod pomnikiem pomordowanych Żydów z Biłgoraja obchodzili uroczystości związane z "Dniem Pamięci Ofiar Holokaustu". Przewpodniczący Stowarzyszenia Israel Bar-On podczas swojego przemówienia wspominał o bardzo dobrych stosunkach pomiędzy Biłgorajanami mieszkającymi w Izraelu i mieszkajacymi w Polsce.

Pamiętamy Drogi Israelu. Pamiętamy nasi drodzy współobywatele mieszkający w Izraelu i na całym świecie. Pamiętamy i łączymy się z Wami myślami, wspominając tych, którym nie dane było dożyć.

 

Ważne informacje

Rozpoczynamy budowę "Ściany Pamięci". Podobnie jak przy budowie "Ławeczki Singera" chcielibyśmy, aby powstała ona za pieniądze społeczne. Wierzymy w hojność Biłgorajan mieszkających na całym świecie. Pieniądze można przekazywać na konto stowarzyszenia.

91 1240 2845 1111 0010 6216 2079

dopisek: Darowizna na budowę ściany pamięci.